KIEDY ŚWIAT STAJE SIĘ SZARY - MATERIAŁ O DEPRESJI


opracowała: mgr Barbara Szober


Ten materiał miał się pojawić już miesiąc temu, ale w znaczącym zakresie temat sam się na mnie zilustrował. I doświadczyłam wiele z tego o czym Państwu piszę. Ponieważ jednak sprawa, którą poruszam jest ponadczasowa, zapraszam do zapoznania się.

Dobrze ponad rok już minął od czasu, gdy zmienił nam się styl, tryb życia. Za nami kolejne dni, pory roku i święta, które spędziliśmy w sposób odmienny niż tradycja nakazuje. Pomimo „przećwiczenia” tej sytuacji, nie należy oczekiwać, że w tym roku byliśmy już świetnie zaadaptowani, przystosowani do sytuacji, a wprowadzone zmiany nie stanowią dla nas co najmniej dyskomfortu.

Prawdopodobnie są wśród nas osoby, które dość dobrze radzą sobie w zmienionych obowiązujących zasadach życia. Większość ludzi jednak źle znosi obostrzenia, lockdown, ograniczenia i utrudnienia w funkcjonowaniu. Zmiany wprowadzone w zasadach życia społecznego nie ułatwiają nam egzystencji. Trudniej jest nam funkcjonować w każdym właściwie obszarze życia. Zupełnie naturalny jest zatem fakt, że obserwujemy u siebie złe samopoczucie w sferze emocji, obniżenie nastroju. Większość z nas skarży się na podenerwowanie, czasami trudności ze spaniem czy apetytem. Cała gama cech złego samopoczucia jest absolutnie prawidłowa w tej sytuacji. W sumie jest to reakcja, której można oczekiwać, biorąc pod uwagę warunki, w których teraz żyjemy. Utrzymanie dobrego nastroju wymaga z naszej strony pewnego wysiłku. Dla jednych jest to wysiłek mniejszy, dla innych większy.

Chcę jednak zwrócić uwagę Państwa na ludzi, na sytuacje, która wykraczają poza poziom reakcji na określone realia życiowe. Człowiek, jako istota żywa, odpowiada, reaguje na zmieniające się warunki. Mówimy wówczas o adaptacji, przystosowaniu. Reagujemy na zmieniające się okoliczności życiowe. Miewamy zatem podwyższony nastrój lub obniżony nastrój. Adekwatnie do sytuacji – gdy coś nas ucieszyło, spotkała nas przyjemność – cieszymy się, jesteśmy zaś smutni, bo spotkała nas przykrość. Może być nawet i tak, że czymś się ucieszymy albo zmartwimy za bardzo. Zdarza się, że otoczenie dziwi się:

- „A czym tu się … cieszyć / martwić?” Tak też się przecież zdarza, że nasze emocje są nie zawsze w swej sile absolutnie odpowiednie do sytuacji. Wszystko to jednak mieści się w obszarze przeciętnych zachowań ludzkich. Tak z nami przecież jest. I dzieje się niezależnie od wieku, posiadanych zasobów, poziomu geniuszu czy poczucia, że mamy życie dobre mniej lub bardziej. Zmiany nastroju to normalne elementy codziennego życia emocjonalnego.

Chcę jednak zwrócić Państwa uwagę na tak dojmujące uczucie pustki, smutku, nastroju obniżonego bez przerwy, które nie mija, a w efekcie pochłania radość życia i nie pozwala przeżywać radości życiowych. Taki utrzymujący się nastrój może oznaczać, że człowieka dotknęła choroba zwana DEPRESJĄ. Zgodnie z danymi statystycznymi - w Polsce nawet 1,5 mln osób zmaga się z tym schorzeniem. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia, do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującą chorobą na świecie.

Czasami zdarza się, że używamy nazwy DEPRESJA, by opisać swój smutny nastrój, ale choroba o tej nazwie to znacznie więcej. Często zdarza się, że osoby chorujące nie mówią o smutku, a raczej skarżą się na dominującą apatię, brak napędu, energii życiowej, ochoty do aktywności. Zdarzyło mi się spotkać osobę, która mówiąc o swoich doświadczeniach w chorowaniu na depresję powiedziała, że „musi co rano się rozpędzić, żeby wstać z łóżka, a i tak wydaje się, że to zbyt trudne”. Wiele osób mówi o „pochłonięciu przez czarną dziurę”, o tym, że nic nie ma sensu.

Depresja jest chorobą, na którą chorują ludzie w każdej grupie wiekowej, a zatem także seniorzy. Według statystyk wśród osób starszych nawet 25 procent pacjentów zgłaszających się do lekarza ogólnego cierpi na zaburzenia depresyjne, a zgodnie z przewidywaniami należy oczekiwać dalszego wzrostu liczby przypadków depresji u osób po 65.roku życia. Niektórzy szacują, że lekkie objawy depresji dotyczą prawie połowy wszystkich seniorów.

Depresja jest chorobą i należy ją leczyć. Na jakie objawy zatem trzeba zwrócić uwagę? Otóż wspomniana choroba tym się różni od zwyczajnego uczucia smutku, że dezorganizuje życie codzienne. Człowiek ulega intensywnemu i utrzymującemu się uczuciu bezsilności, bezradności czy beznadziei tak bardzo, że uczucie to nie pozwala normalnie wykonywać czynności życia codziennego, pracować, a nawet jeść, spać, czy spędzać czas na ulubionych kiedyś czynnościach. Osoba cierpiąca przestaje interesować się dotychczasowym hobby, unika spotkań ze znajomymi, codzienne obowiązki przytłaczają, może też towarzyszyć jej poczucie ciągłego zmęczenia, a odpoczywanie nie pomaga.

U seniorów depresję wzmacniają takie czynniki, jak obecność przewlekłych chorób, które są przyczyną ogólnego pogorszenia funkcjonowania organizmu, jak choroby metaboliczne, czy artropatie. Generalnie pogorszenie sprawności ruchowej, a także samodzielności utrwala stres emocjonalny, czemu sprzyjają także zdarzenia o negatywnym zabarwieniu, nieuchronne w naszym życiu, jak utrata bliskich, usamodzielnianie się dzieci i ich oddalenie, a także problemy natury ekonomicznej. W dzisiejszym świecie nakładają się, oczywiście, dodatkowe stresy wynikające z obecności pandemii. Należy też podkreślić, że depresja przychodzi cicho i niepostrzeżenie. Człowiek powoli traci chęć aktywności, staje się bierny, apatyczny, bez poczucia sensu życia. Pojawia się za to pragnienie samotności i niezrozumienia przez innych, a wszystko co nas interesowało – obojętnieje. Warto też przedyskutować z lekarzem pojawienie się bezsenności, migreny, brak apetytu lub nadmierny apetyt. Poważnie należy potraktować objawy występujące prawie codziennie, przez większą część dnia przez ponad dwa tygodnie.

Należy pamiętać, że każdy ma gorszy dzień i czasami ból głowy, i to nie oznacza, że mamy depresję, ale warto obserwować co się z nami dzieje. Dlatego też proszę Państwa o obserwację swoich przyjaciół i znajomych. Jeśli któraś z osób znanych nam zmienia się w swoim zachowaniu codziennym – może warto porozmawiać o chorobie zwanej depresją. Choroby się leczy i lekarz psychiatra może nam pomóc. Chcę Państwu zwrócić uwagę, że jako słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku jesteście awangardą, osobami wprowadzającymi nowoczesność. Zatem pora przestać ukrywać, że korzysta się ze wsparcia psychiatry czy psychoterapeuty albo psychologa… Z wizyty u ortopedy rzadko kto czyni tajemnicę, a z wizyty u psychiatry? Człowiek jest istotą z ciała i psychiki – naraz i we wzajemnym sprzężeniu. Nie inaczej. Jeśli nie my, to kto? Tym bardziej, że jest nam potrzebne wsparcie specjalistyczne. Żeby cieszyć się życiem, być twórczym, być aktywnym.

Wspomnę jeszcze, że możliwa, a nawet potrzebna jest profilaktyka. Co nie sprzyja depresji? Przede wszystkim słońce, świeże powietrze, ruch, umiejętność radzenia sobie ze stresem, zdrowe jedzenie. Jeżeli jednak człowiek nie zauważył i objawy się pojawiły, to warto zasięgnąć opinii specjalisty i przyjąć odpowiednią pomoc.

Na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie wiedział co robić, to kilka numerów telefonów, które mogą się przydać:

Antydepresyjny Telefon Forum Przeciw Depresji

tel. 22 594 91 00
(czynny w każdą środę – czwartek od 17.00 do 19.00)
koszt połączenia jak na numer stacjonarny
wg taryfy Twojego operatora telefonicznego

Telefon zaufania dla osób dorosłych
w kryzysie emocjonalnym

tel. 116 123
 (poniedziałek-piątek od 14:00-22:00, połączenie bezpłatne)

prawny: czwartki

Bezpłatna linia wsparcia dla osób po stracie bliskich

tel. 0 800 108 108
 (poniedziałek-piątek od 14.00 do 20.00)

Telefoniczna Pierwsza Pomoc Psychologiczna

tel. 22 425 98 48
(poniedziałek – piątek od 17:00 do 20:00 / sobota od 15:00 do 17:00)


 

 

 

 


 

"Senior online" - wirtualne spotkanie


Asp. Katarzyna Starczewska

Asystent ds Profilaktyki Społecznej  

Komenda Powiatowa Policji w Rawicz


Serdecznie pragnę poinformować wszystkich zaprzyjaźnionych z rawicką Komendą Powiatową Policji w Rawiczu, a w szczególności seniorów, iż od 1 marca 2021r nasi policyjni koledzy z Komendy Powiatowej Policji w Górze uruchomili swój flagowy program pod nazwą „Senior Online”. Jest on skierowany do wszystkich osób a zwłaszcza osób starszych.

„Senior Online” powstał w wyniku potrzeby kontaktu społeczności lokalnej z Policją z uwagi na trwającą pandemię Covid -19. Mając na celu bezpieczeństwo wszystkich osób, od 1 marca 2021r, w sposób cykliczny – comiesięczny na kanale YouTube wchodząc na profil Komendy Powiatowej Policji w Górze lub wpisując w YouTube - Senior Online Góra będzie można uczestniczyć w multimedialnej relacji z Funkcjonariuszami Komendy Powiatowej Policji w Górze. W trakcie transmisji za pomocą wstawiania komentarzy, będzie można zadawać pytania prowadzącym spotkanie.

Najbliższa transmisja odbędzie się w dniu 10 maja 2021r. o godzinie 9.00

Zapraszamy do uczestnictwa w spotkaniach, jednocześnie zwracamy się z gorącą prośbą do rodzin seniorów o pomoc przy logowaniu się do strony.

W związku z możliwością aktywnego uczestnictwa w spotkaniu, zwracam się z prośbą o tzw. "pocztę pantoflową", by zrzeszone grupy seniorów za pośrednictwem dostępnych narzędzi typu sms, mail, wiadomość whats app, messenger, profil facebook rozesłały tę wiadomość do jak największej ilości osób. Może są wśród Was osoby, które mają potrzebę zadania pytania funkcjonariuszowi Policji, porozmawiania z przedstawicielem naszej służby.  

Serdecznie zapraszam do udziału w spotkaniach.


LINK DO SPOTKANIA  https://www.youtube.com/watch?v=mWVb_6kLy98 


 

 

Sekcja historii i tradycji regionu


WIELKANOC W WIELKOPOLSCE – TRADYCJE, OBRZĘDY, PRZESĄDY


Opracowała: mgr Marta Hamielec


Wielkanoc to wyjątkowy czas radosnego świętowania w rodzinnym gronie, modlitewnej zadumy w świątyniach, święcenia potraw, pierwszych promieni wiosennego słońca, a w dawnej kulturze ludowej rozmaitych zwyczajów, ciekawych obrzędów i przesądów, zróżnicowanych pod względem regionalnym.

Poprzedzający Święta Wielkanocne Wielki Post obchodzono dawniej w Wielkopolsce bardzo surowo. Mieszkańcy wsi i dworów szlacheckich nie organizowali zabaw, biesiad, wesel, ani spontanicznych potańcówek, za to więcej czasu spędzali w kościołach i na postnych procesjach z udziałem pątników. Zmieniały się serwowane przez gospodynie potrawy. Jedzono pokarmy bezmięsne, m.in. „polewkę” – zupę z kwaśnego mleka lub maślanki zaprawioną mąką, w Poznaniu „nawarkę” (gwarowa nazwa: „noworka”), placki ziemniaczane („bambrzoki”) i pyry z myrdyrdą lub gzikiem, czyli ziemniaki z zasmażką albo twarożkiem. Mieszkańcy Hazów przez ten okres żywili się postnym żurem, który później, w trakcie Wielkiego Tygodnia tak chętnie „żegnali”. Na postnych stołach mieszkańców Biskupizny pojawiały się częściej śledzie w oleju.

Świętowanie rozpoczynano już w Niedzielę Palmową, upamiętniającą w kościele katolickim wjazd Jezusa do Jerozolimy, nazywaną w Wielkopolsce także „niedzielą kwietną”. W całym regionie wykonywano i święcono podczas nabożeństw palmy wielkanocne. Dekoracje palmowe były robione wyłącznie z naturalnych składników – gałązek wierzby, trzciny, wysokich traw, roślin nadrzecznych. Uplecionymi i poświęconymi palemkami domownicy lekko okładali się nawzajem, co miało zagwarantować energię do pracy i przypływ sił witalnych. Poświęcone „kocanki” połykano w celu zapewnienia sobie zdrowia, w szczególności zdrowego gardła. Hazacy mówili, że w Niedzielę Palmową trzeba „gutnąć po bazince”… Na Hazach do XX wieku zachował się zwyczaj odwiedzania gospodarstw przez panny z „nowym loutkiem”, czyli świeżymi gałązkami drzew i krzewów z pąkami. Dziewczęta ubrane w jasne sukienki śpiewały: „Nowe loutko w sieni, / Pani gospodyni, / Jak chcecie ogledować, to musicie coś darować. / Jeśli jajko albo kurkę, dostaniecie ładną córkę”. Od starszych gospodyń, także swoich przyszłych teściowych, otrzymywały drobne upominki, najczęściej jajka. W okolicach Gniezna z „nowym lotkiem”, tam nazywanym „gaikiem”, chodzili po wsiach i dworach kawalerowie, śpiewając: „Do tego pałacu wstępujemy / zdrowia, szczęścia winszujemy. / Dajcie nam, dajcie placków malowanych i jajami smarowanych”. Natomiast w rejonie Śmigla dzieci nosiły „latko” – gałązkę udekorowaną wstążkami, papierkami, wydmuszkami, na koniec wrzucając je do stawu lub strumienia. W północnej Wielkopolsce praktykowano zwyczaj „budzenia hałasem wiosny” – to zadanie przypadało z kolei najmłodszym mieszkańcom, którzy biegali po polach i łąkach z grzechotkami, kołatkami i piszczałkami, aby donośnym dźwiękiem pobudzić uśpioną przyrodę.

Wielki Tydzień był okresem… wielkich porządków, które należało ukończyć do soboty. Mieszkańcy Hazów rozpalali ogniska w ogrodach i na polach, paląc zimowe śmieci, a na koniec stare „drapoki”, czyli nieprzydatne już miotły. Najczęściej w Wielki Czwartek na Hazach odbywał się jeden z najbardziej charakterystycznych dla tego mikroregionu obrzędów ludowych – „palenie żuru”. Młodzież wychodziła na pola z „ofiarą” – chłopcem, który niósł na plecach gar z postną potrawą. Wspólnie rozbijano naczynie, a żur wylewał się do wykopanego dołka i przy okazji na spodnie „ofiary”. W tym miejscu rozpalano wieczorami ogniska, płonęły „drapoki” i przy ogniu mieszkańcy symbolicznie żegnali zimę oraz post. W okolicach Gniezna i na Kujawach stare garnki z żurem rozbijano o drzwi domostw. W powiecie kościańskim w Wielki Czwartek gospodarze gotowali na twardo jajka w cebuli i cynamonie, następnie chowali je w różnych miejscach, a zabawa dzieci polegała na ich odnajdywaniu. Wielki Piątek to tradycyjne „Boże Rany” – wtedy „rózgami dostawał młody i stary”, gospodynie lekko biły domowników, co miało im zagwarantować szczęście oraz zdrowie.

W Wielką Sobotę w całej Wielkopolsce święcono potrawy, a na ziemi rawickiej także zebrane w poprzednim roku zioła i uplecione wianki cierniowe, które wieszano na kołkach wbitych w granice pól, aby zapewnić sobie urodzajne zbiory i zabezpieczenie przed klęskami. W okolicy Kościana zamiast wianków zaplatano krzyżyki cierniowe.

Po mszy rezurekcyjnej odbywały się nieformalne wyścigi powozów, podobnie jak w Boże Narodzenie. Panował przesąd, że gospodarz, który pierwszy wróci do swojego gospodarstwa, pomyślnie i najszybciej ukończy żniwa. Ważnym momentem niedzielnego świętowania było rodzinne spotkanie, gdy „zasiadano do święconego”. Ilość i jakość potraw wielkanocnych zależała oczywiście od statusu materialnego mieszkańców. XIX-wieczny opis tradycyjnego posiłku wielkanocnego bogatych gospodarzy ze wschodniej Wielkopolski znajdziemy w dziele Oskara Kolberga: „…Na środku izby stał stół przykryty czystym obrusem, a na nim zastawione jaja białe i malowane w zieleni, a kiełbasy jako węże koło nich się wiły; dalej szły szynki, cielęce pieczenie, placki, baby, chleb, ser, masło i owoce, wszystko w zieleni, a w środku stał baranek z masła z chorągiewką.” Do dobrych obyczajów należało dzielenie się potrawami świątecznymi z ubogimi sąsiadami.

Poniedziałek Wielkanocny to oczywiście „dyngus”, a także bogaty w przesądy, szczególnie matrymonialne, dzień wróżb kawalerskich i małżeńskich. Wielkopolanie następująco opisywali zwyczaj oblewania się wodą: „Wody żeśmy nie żałowali, lejąc garnkami, dzbanami, szklankami, od stóp do głów, tak, że w izbach i kaczki pływać by mogły. Po zabawie trza się było przebrać, bo jeżeli na dziewczętach suchej nitki nie było, to i z nas, chłopców każdy był porządnie zmaczany.” Na wsiach często zdarzało się, że kultywujący tę „mokrą tradycję” młodzieńcy tracili w zabawie umiar – wrzucali dziewczęta to koryt z lodowatą wodą, a nawet do stawów i przerębli. Na terenie Wielkopolski w drugie święto można było spotkać na wiejskich drogach pochody przebierańców, nazywanych przez etnografów „wiosennymi kolędnikami”. Skład osobowy był regionalnie zróżnicowany i uzależniony od lokalnych tradycji. W okolicy Kościana i Śmigla gospodarstwa odwiedzał „niedźwiedź” (przebieraniec w kożuchu imitującym niedźwiedzią skórę lub kostiumie ze słomy) prowadzony przez „parobka” i „babę”, która zbierała drobne datki i upominki, najczęściej jajka i ciasto. Z poznańską Ławicą (niegdyś wsią, obecnie dzielnicą z lotniskiem) związane są „Żandary” – pochód przebierańców w kolorowych maskach, na czele z „muzykantem”, „księdzem”, „babą”, „niedźwiedziem”, ubranym na czarno „kominiarzem” i „żandarmem” z charakterystycznym atrybutem – małym drewnianym konikiem. Uczestnicy zabawy gonili przechodniów, smarowali dzieci sadzą, oblewali wodą kobiety i składali mieszkańcom życzenia. Na zakończenie „baba” i „kominiarz” wspinali się na komin miejscowej piekarni. Zwyczaj zachował się do współczesności.

Na Hazach i Biskupiznie w Poniedziałek Wielkanocny odbywało się dużo ślubów – wierzono, że zawierane w Wielkanoc małżeństwa będą zgodne i szczęśliwe.

Zgody i szczęścia życzymy Wszystkim!


WITAMY WIOSNĘ NA TURYSTYCZNYM SZLAKU


opracowała: mgr Marta Hamielec


Wraz z pierwszymi słonecznymi dniami tegorocznego przedwiośnia wracamy na trasy krótszych lub dłuższych krajoznawczych spacerów oraz wycieczek po ziemi rawickiej. Aktualna propozycja łączy możliwości aktywnego wypoczynku na łonie przyrody ze zwiedzaniem ciekawych zabytków i miejsc pamięci. Na trasę można wyruszyć pieszo, rowerami lub przejechać fragmenty szlaku autem – wybór formy „spaceru” musi być uzależniony od naszej kondycji i dobrego samopoczucia, a także wspólnego bezpieczeństwa.

Luty był miesiącem pamięci o powstańcach wielkopolskich, w szczególności walczących w pierwszych miesiącach 1919 roku o wyzwolenie ziemi rawickiej. Ich śladami wyruszamy na trasę turystyczno-historyczną PTTK – 45-kilometrowy Szlak Walk Powstańców Wielkopolskich o Rawicz. Wędrówkę szlakiem można podzielić na kilka krótszych wycieczek, np. pieszy spacer do Sarnowy, przejażdżkę rowerową do Miejskiej Górki, Dębna i Zielonej Wsi albo Łaszczyna i Konarzewa. Trasa jest w całości przejezdna samochodem, ale należy mieć na uwadze fakt, że komfort jazdy na wielu odcinkach obniży nawierzchnia dróg leśnych i polnych. W orientacji w terenie pomocne są specjalne tablice informacyjne z mapami i czerwone oznaczenia PTTK.

Najważniejsze przystanki na szlaku to:

Szymanowo – tu umownie rozpoczyna się Szlak Walk Powstańców Wielkopolskich o Rawicz, w centralnym punkcie wsi, w sąsiedztwie dawnej szkoły i remizy strażackiej. Na budynku świetlicy zobaczymy pamiątkową tablicę dedykowaną pochodzącemu z tej miejscowości wybitnemu polskiemu sportowcowi Florianowi Kapale. Warto zwrócić uwagę również na zrekonstruowaną kilka lat temu historyczną studnię z pompą. Za kapliczką z figurą Matki Bożej oraz stawem szlak skręca w prawo, w kierunku Dębna Polskiego. W pobliżu Szymanowa w trakcie tzw. pierwszej bitwy o Rawicz, 4 lutego 1919 roku zginął dowódca i organizator lokalnych oddziałów powstańczych, Stanisław Kamiński.

Dębno Polskie – docieramy tu z Szymanowa, drogą śródpolną, którą poprowadzony jest także fragment Rawickiego Szlaku Rowerowego (oznakowanie żółto-zielone). W krajobrazie tej części wsi, przez którą został poprowadzony szlak, wyróżniają się dwa ciekawe elementy – kilkumetrowa rzeźba św. Floriana, patrona strażaków, wykonana z drewna lipowego przez artystę Macieja Piotrowskiego, ustawiona w 2011 roku na miejscu dawnej remizy, a także pozostałości cmentarza ewangelickiego z licznymi zachowanymi nagrobkami. Warto pamiętać, że Dębno jest miejscowością starszą od Rawicza o minimum sto lat.

Hazy: Zielona Wieś i Stwolno – na tym odcinku szlaku odwiedzamy mikroregion etnograficzny w dolinie Orli i Dąbroczni, zasiedlony kilkaset lat temu przez migrantów ze Śląska – Leśniaków (Hazaków), którzy stworzyli specyficzny, unikatowy folklor. Charakterystycznym elementem krajobrazu miejscowości hazackich są przydrożne krzyże i kapliczki pasyjne. Najstarsze z zachowanych zabytków sztuki ludowej pochodzą z połowy XIX wieku, można je zobaczyć właśnie w Zielonej Wsi. Tutaj zatrzymujemy się przy kościele parafialnym pw. św. Floriana. Na fasadzie świątyni ciągle można zobaczyć ślady po uderzeniach pocisków artyleryjskich z okresu walk powstańczych. Na miejscowym cmentarzu znajdują się mogiły kilkunastu polskich żołnierzy oraz dedykowany im współczesny pomnik w formie krzyża powstańczego. Wydarzenia z okresu powstania, w szczególności bohaterską obronę Hazów podczas walk 10 lutego 1919 r. upamiętnia także figura Chrystusa dźwigającego krzyż – to jeden z pierwszych pomników dedykowanych powstańcom z ziemi rawickiej.

Słupia Kapitulna – ta miejscowość również była scenerią walk powstańców wielkopolskich w styczniu i lutym 1919 roku. Ze szlaku od strony Stwolna widzimy panoramę wsi z górującą wieżą kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Na terenie przykościelnym, pełniącym niegdyś funkcje cmentarza, zostali pochowani powstańcy oraz ks. proboszcz Juliusz Śledziński, który był jedną z cywilnych ofiar walk stoczonych w styczniu 1919 roku. Poruszając się zgodnie ze znakami szlaku czerwonego docieramy do punktu pomiędzy Słupią i Podborowem, w którym duchowny został zamordowany. Miejsce jest oznakowane specjalnym betonowym obeliskiem.

Golejewo i Golejewko – jednym z najbardziej malowniczych fragmentów szlaku czerwonego jest łącząca te dwie miejscowości Aleja Zasłużonych Koni. Na łąkach przy szlaku na co dzień pasą się obecni „lokatorzy” golejewskiej stadniny. Samo Golejewko ze względu na swoją historię (jest jedną z najstarszych miejscowości na ziemi rawickiej) oraz ciekawe zabytki zasługuje na dłuższy postój lub może stanowić cel osobnej wycieczki samochodowej. Tutaj warto obejrzeć stadninę koni wyścigowych (założoną w 1921 roku) z kolekcją zabytkowych powozów, XIX-wieczny pałac należący w przedwojennych latach świetności do arystokratycznego rodu Czarneckich (obecnie nie ma możliwości zwiedzania wnętrza pałacu), wieżę bramną, kościół pw. Wszystkich Świętych z cenną polichromią autorstwa Antoniego Procajłowicza. Na mapie frontu powstania wielkopolskiego Golejewko było jednym z najważniejszych punktów jako siedziba prezesa Powiatowej Rady Ludowej – księdza Zdzisława Zakrzewskiego, w latach 1900-1924 proboszcza miejscowej parafii. Grób duchownego znajduje się na przykościelnym cmentarzu, w pobliżu pomnika ofiar I wojny światowej i powstania wielkopolskiego.

Miejska Górka – do „stolicy” powstania wielkopolskiego na ziemi rawickiej możemy dojechać rowerem lub samochodem – zgodnie ze znakami szlaku czerwonego z Golejewka przez Chojno i Niemarzyn. Inna możliwość to wyprawa z Rawicza ścieżką rowerową. To pierwsze miasto w powiecie rawickim przejęte przez Polaków w styczniu 1919 roku, jeszcze zanim wybuchły walki powstańcze. W Miejskiej Górce formowały się oddziały powstańcze, działała Straż Ludowa pod dowództwem Ignacego Buszy, tu funkcjonował szpital polowy. Na miejscowym cmentarzu, przy którym przebiega szlak, znajduje się zbiorowa mogiła 18 powstańców (odrestaurowana w 2013 roku), ponadto grób Wincentego Brzeskwiniewicza (1877-1930) – jednego z lokalnych liderów powstania wielkopolskiego, przewodniczącego Rady Robotniczo-Żołnierskiej, delegata na Sejm Dzielnicowy w Poznaniu, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej. Z cmentarza kierujemy kroki do kościoła parafialnego pw. św. Mikołaja, w obecnej formie architektonicznej odbudowanego w drugiej połowie XVIII wieku.

Karolinki – mijając zabudowania cukrowni na przedmieściach Miejskiej Górki docieramy do kolejnego zabytkowego obiektu sakralnego – kościoła i klasztoru franciszkanów reformatów „na Goruszkach” (nazwa zwyczajowa części Karolinek). Braci zakonnych sprowadził na te tereny Adam Olbracht Przyjemski, założyciel Rawicza. W latach 1739-1742 wybudowano obecny murowany kompleks klasztorny z barokową świątynią pw. Świętego Krzyża. W okresie okupacji hitlerowskiej w zamkniętym klasztorze od lutego 1940 do kwietnia 1941 roku przebywało kilkunastu internowanych księży katolickich. Następnie, od października 1941 roku mieściła się filia rawickiego więzienia. W obrębie murów klasztornych zachował się cmentarz zakonny. W latach okupacji na jego terenie grzebano ciała zmarłych więźniów. Szczątki 453 skazanych zostały złożone w zbiorowej mogile obok grobowca zakonników i pomnika dedykowanego Euzebiuszowi Huchrackiemu – przełożonemu zgromadzenia, zamordowanemu w Dachau.

Sarnowa i Sarnówka – w kierunku Sarnowy z Karolinek szlak czerwony prowadzi drogami polnymi wzdłuż nasypu torów „historycznej” linii kolejowej Rawicz – Kobylin (popularnej „kobylinki”). W tej przestrzeni poruszamy się na linii walk toczonych przez powstańców wielkopolskich z Niemcami w styczniu i lutym 1919 roku. Sarnowa, podobnie jak Rawicz, Bojanowo i Leszno, pozostawała w rękach niemieckich do 17 stycznia 1920 roku. Wówczas jeszcze posiadała prawa miejskie i była najstarszym miasteczkiem na ziemi rawickiej, znanym już od średniowiecza ośrodkiem handlu i rzemiosła. W Sarnowie warto obejrzeć: barokowy kościół pw. św. Andrzeja Apostoła, wybudowany w 1718 roku, park z klasycystycznym pałacem (obecnie posesja prywatna bez możliwości wstępu) i pozostałością średniowiecznego grodu, a także XIX-wieczny ratusz. Poza szlakiem czerwonym znajdują się inne cenne zabytki, m.in. wiatrak „koźlak” przy ulicy Wiatracznej, lapidarium XVIII-wiecznej rzeźby nagrobnej usytuowane w części dawnego cmentarza ewangelickiego, obiekty związane z historią kolejnictwa oraz oryginalna zabudowa ulicy Stodołowej.

Z Sarnowy możemy wrócić do Rawicza bezpośrednio ścieżką rowerową lub nieco dalej przez Szymanowo, a także kontynuować wycieczkę Szlakiem Walk Powstańców Wielkopolskich o Rawicz na północnym, końcowym odcinku tej trasy.

Łaszczyn – do tej miejscowości szlak czerwony prowadzi przez Sarnówkę. Możemy również wybrać krótszy wariant trasy (poza szlakiem) z Rawicza przez Sierakowo jako opcję wycieczki rowerowej lub pieszej. Łaszczyn był dawną siedzibą rodową Sczanieckich. W okresie powstania wielkopolskiego wieś została kilkakrotnie ostrzelana i ograbiona przez Niemców, w odwecie za zaangażowanie polskich właścicieli majątku – Władysława i Jadwigi Sczanieckich – na rzecz ruchu niepodległościowego. W 1920 roku dworek Sczanieckich został rozbudowany według projektu poznańskiego architekta Stanisława Mieczkowskiego. Obecnie jest siedzibą państwowej Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej. Znajduje się w głębi 7-hektarowego parku, po lewej stronie drogi z Sarnówki. Podczas pobytu w Łaszczynie zwiedzamy także kościół pw. św. Marcina, sąsiadującą z nim kaplicę grobową Sczanieckich i cmentarz z mogiłą Stefana Bobrowskiego – jednego z przywódców powstania styczniowego, naczelnika Warszawy, który zginął 12 kwietnia 1863 roku w pobliskim lesie, w wyniku sprowokowanego pojedynku.

Konarzewo - z Łaszczyna przemieszczamy się zgodnie ze znakami szlaku czerwonego do miejscowości znanej przede wszystkim jako udokumentowane miejsce pobytu Adama Mickiewicza. Podczas podróży po Wielkopolsce na przełomie 1831 i 1832 roku poeta co najmniej dwukrotnie odwiedził konarzewski dworek należący wówczas do Ksawerego Bojanowskiego. Do dzisiaj zachowała się klasycystyczna oficyna dworska, w której prawdopodobnie nocował. Z wyremontowanym w 2020 roku budynkiem sąsiaduje piętrowy dwór, rozbudowany w drugiej połowie XIX wieku o neogotyckie skrzydło z ostrołukowymi oknami i ozdobnym portalem.

Dąbrówka i Izbice – to już ostatnie przystanki na Szlaku Walk Powstańców Wielkopolskich o Rawicz, który umownie kończy się w Izbicach przy przystanku autobusowym. W samej Dąbrówce mijamy pałac należący przed II wojną światową do niemieckiej rodziny Naumann, obecnie po wielu latach zapomnienia pięknie odrestaurowany przez prywatnych właścicieli oraz charakterystyczny kilkusetletni dąb – pomnik przyrody.


GALERIA ZDJĘĆ


 

Znani mieszkańcy ziemi rawickiej w rolach babć i dziadków


opracowała: Marta Hamielec

         Niedawno obchodziliśmy w Polsce ulubione święto seniorów i ich wnuków – Dzień Babci i Dzień Dziadka. Jego początki sięgają okresu PRL. Ciekawostką jest fakt, że zwyczaje związane ze świętem polskich babć zostały zapoczątkowane w Wielkopolsce. Nową tradycję spopularyzowały redakcje prasowe czasopisma „Kobieta i Życie” oraz „Tygodnika Poznańskiego”. Pierwszą polską seniorką, której oficjalnie, w obecności dziennikarzy złożono życzenia z okazji Dnia Babci, była znana aktorka filmowa i teatralna Mieczysława Ćwiklińska, a okazję do świętowania stanowił jej występ w jednym z poznańskich ośrodków kultury, w dniu 21 stycznia 1965 roku. Z kolei Dzień Dziadka wprowadzono do polskiego kalendarza dopiero w latach 70. XX wieku.

W innych krajach również obchodzone są Dni Dziadków, dedykowane przede wszystkim pamięci osób starszych. Ich daty przypadają w większości krajów na miesiące jesienne. W Niemczech babcie i dziadkowie mają swoje święto we wrześniu, we Francji w marcu i październiku, we Włoszech – 2 października, gdy obchodzony jest jednocześnie Dzień Aniołów Stróżów. Bułgarzy obchodzą tylko Dzień Babci – podobnie, jak Polacy, w styczniu, a jego genezę wiążą ze świętem... akuszerek, bowiem właśnie seniorki pełniły społeczne role związane z pomocą młodym mamom. W Stanach Zjednoczonych święto dziadków przypada we wrześniu, a jego symbolem jest kwiat niezapominajki.


            Święto stanowi dobrą okazję, aby przybliżyć sylwetki kilku znanych w historii ziemi rawickiej babć i dziadków. Arystokraci, ziemianie, prezesi rad nadzorczych, gospodarze majątków liczących tysiące hektarów ziemi, zasłużeni oficerowie wojska, właścicielki dworów i mieszczańskich kamienic – pozowali do fotografii ze swoimi wnukami zawsze uśmiechnięci...

         Pierwsza para zasłużonych seniorów to Jadwiga i Władysław Sczanieccy, przedwojenni właściciele Łaszczyna i mieszkańcy tamtejszego zabytkowego dworku – jednej z największych posiadłości ziemskich na ziemi rawickiej. Mieli pięcioro dzieci i dziesięcioro wnuków. Władysław Sczaniecki herbu Ossoria (1869-1942) sam był wnukiem Ignacego Sczanieckiego (1799-1864), postaci o bogatym i nieco burzliwym życiorysie. Dziadek Władysława ożenił się z Filipiną Mielżyńską i jako pierwszy przedstawiciel rodu Sczanieckich zamieszkał w odziedziczonym przez żonę Łaszczynie. Ignacy gościł w łaszczyńskim dworku Adama Mickiewicza jesienią 1831 roku, przyjaźnił się z wybitnym polskim uczonym i działaczem politycznym Joachimem Lelewelem. Wspierał materialnie powstańców listopadowych, był współredaktorem „Przewodnika Rolniczo-Przemysłowego” i posłem na sejmy Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Należał także do kilkunastu organizacji, m.in. Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Ponadto kolekcjonował antyki, broń białą, dzieła sztuki i książki, które odziedziczyli kolejni mieszkańcy łaszczyńskiego dworku. Wnuk Władysław niewątpliwie właśnie po dziadku odziedziczył cechy gospodarności, patriotyzmu oraz talent społecznika. W trakcie powstania wielkopolskiego został mianowany komisarzem Straży Ludowej w powiecie rawickim oraz członkiem Naczelnej Rady Ludowej. W Poznaniu witał Józefa Piłsudskiego, a w styczniu 1920 roku poprowadził uroczysty pochód mieszkańców ziemi rawickiej i wojska z Miejskiej Górki do przejętego przez Polaków Rawicza. Po zakończeniu służby wojskowej zdobył sławę jako wzorowy gospodarz oraz ziemianin ogromnie zaangażowany w lokalne sprawy społeczne. Podobnie, jak jego dziadek Ignacy, był członkiem kilkunastu stowarzyszeń, w których pełnił funkcje kierownicze lub nadzorcze, m.in. w radzie nadzorczej linii kolejowej Rawicz – Kobylin (popularnej „kobylinki”), a także w zarządzie Związku Ziemian w Poznaniu. W 1903 roku ożenił się z Jadwigą z Plucińskich herbu Odrowąż. Była to doskonale dobrana i kochająca się para, co w epoce aranżowania małżeństw w wyższych sferach, nie zdarzało się często. Jadwiga przez całe dorosłe życie z powodzeniem łączyła opiekę nad dziećmi z pracą społeczną i zarządzaniem majątkiem. W trakcie powstania wielkopolskiego była inicjatorką założenia szpitala powstańczego w Miejskiej Górce i osobiście pracowała w nim jako sanitariuszka. W Rawiczu zorganizowała m.in. Towarzystwo Czytelni Ludowych z pierwszą w regionie wypożyczalnią księgozbioru, opiekowała się stowarzyszeniami młodzieżowymi i kółkami rolniczymi. Była inicjatorką kursów edukacyjnych i zajęć kulturalnych dla mieszkańców Łaszczyna oraz okolicznych wsi.

Na zachowanych rodzinnych fotografiach Sczanieckich z okresu przedwojennego wyróżnia się jeszcze jedna postać – ukochana babcia dzieci Władysława i Jadwigi, Ludwika Plucińska (matka Jadwigi), która już jako seniorka mieszkała w dworze w Łaszczynie i aktywnie uczestniczyła w wychowywaniu potomków rodu. Została zapamiętana jako dystyngowana dama, przywiązana do staropolskich tradycji.

Przed wybuchem II wojny światowej urodziło się czworo wnuków Jadwigi i Władysława Sczanieckich –  w tym dzieci ich najstarszej córki Marii Elżbiety oraz jej męża Zygmunta Krzysztoporskiego. W 1940 roku małżeństwo zostało wywiezione do łagru na Syberii. W trakcie podróży do Uzbekistanu dwójka młodszych dzieci zachorowała na tyfus i zmarła. Natomiast urodzona w 1935 roku Jadwiga Eleonora, która odziedziczyła imię po babci, przeżyła wojnę i zamieszkała z rodzicami w Wielkiej Brytanii; podobnie jak jej kuzynka, córka Józefa Sczanieckiego (jej ojciec zginął w trakcie kampanii wrześniowej 1939, w okolicy Łowicza). Kolejny syn Sczanieckich, Andrzej Antoni miał trzy córki: Jolantę oraz urodzone po wojnie Kingę i Agnieszkę. Z Poznaniem, a następnie Warszawą swoje dorosłe życie i pracę naukową na uniwersytetach związał najmłodszy syn Sczanieckich – profesor Michał Stanisław, ojciec dwóch urodzonych już po wojnie dziewczynek: Teresy i Moniki. Wnuczki mogły poznać już tylko babcię Jadwigę, ponieważ Władysław Sczaniecki zmarł w czasie okupacji w 1942 roku. Został pochowany na warszawskich Powązkach Wojskowych.

            Z ziemiańskiego Łaszczyna przenosimy się na arystokratyczny dwór rodu Czartoryskich w Sielcu Starym koło Jutrosina. Ostatnim przedwojennym spadkobiercą olbrzymiej fortuny, kilku pałaców i licznych honorowych tytułów był książę Olgierd Czartoryski (1888-1977), wnuk księcia Adama Konstantego i hrabiny Elżbiety z Działyńskich Czartoryskiej. Międzypokoleniowe relacje i koligacje rodowe otwierają przed nami panteon wybitnych postaci w dziejach nie tylko Wielkopolski, ale całego kraju. Dziadek księcia Olgierda był wychowankiem słynnej księżnej Izabeli Czartoryskiej (była jego babcią), „pierwszej damy Puław” – twórczyni jednego z najważniejszych ośrodków kultury i sztuki oświecenia na ziemiach polskich, wielkiej miłośniczki teatru, kolekcjonerki dzieł sztuki i prekursorki muzealnictwa. Z kolei babcia Olgierda, Elżbieta Działyńska, uchodziła za jedną z najlepiej wykształconych i najbardziej wpływowych Wielkopolanek XIX stulecia. Biegle władała pięcioma językami, w tym francuskim, angielskim i niemieckim, a jej wielką pasją były podróże po Europie. Uwielbiała Sudety. Konstanty i Elżbieta pobrali się w 1848 roku w malowniczej rezydencji Działyńskich w Kórniku pod Poznaniem, następnie przez wiele lat mieszkali w zamku w Rokosowie. Nie byli jedynym małżeństwem łączącym te obydwa arystokratyczne rody. Zostali dziadkami licznej, ponad 10-osobowej gromadki wnucząt. Aż pięć wnuczek odziedziczyło imię po babci, w tym m.in. starsza siostra księcia Olgierda – Maria Elżbieta, właścicielka dóbr rodowych dziadków, położonych na Ukrainie. W rodzinie panował ciekawy zwyczaj wybierania imion dla dzieci przez ich dziadków. Dziedzictwem rodowym przekazywanym z pokolenia na pokolenie nie były tylko imiona i tytuły, ale przede wszystkim patriotyzm, kult narodowych pamiątek, erudycja i przywiązanie do staropolskich tradycji.

W historii ziemi rawickiej Adam Konstanty i Elżbieta zapisali się przede wszystkim jako fundatorzy kościoła parafialnego w Jutrosinie. Święta Elżbieta jest główną patronką tej świątyni, a patronat został nadany właśnie dla uczczenia pamięci księżnej Czartoryskiej. Obecnie neoromański kościół jest jednym z najcenniejszych zabytków sakralnych w naszym regionie i z pewnością warto go zwiedzić.


WARTO PRZECZYTAĆ:

- Mikołaj Potocki, „Pośmiertne losy Działyńskich z Kórnika”

- Jakub Moryson, „Książę Olgierd Czartoryski (1888-1977). Życie i działalność społeczno-polityczna”

- Roman Luty, Mirosław Nowak, „Łaszczyn. Dzieje parafii”